Gdziekolwiek jestem zauważam jak kiepsko i nieporadnie ludzie się ze sobą komunikują. Zamiast przekazywać INFORMACJE usiłują udowadniać sobie rzeczy nieraz nieudowadnialne. Marnują czas na bzdury zamiast na faktycznie konstruktywne działanie. Karmią się dramą, negatywnymi emocjami, wywyższają się ponad innych lub chcą poczuć się lepiej cudzym kosztem. To wszystko symptomy toksyczności.
Kiedy nie traktujemy przekazywanej informacji jako neutralnego nośnika wiedzy, łatwiej jest nam popłynąć w odmęty niepoprawnej emocjonalności. Wybieramy najkrótszą drogę do eskalacji problemu reagując odruchowo, dając się sprowokować i będąc nadmiernie podatnymi na zewnętrzne wpływy. Tymczasem wyobraźnia jest cudownym zasobem, z którego można korzystać w każdej chwili.
Kiedy ktoś chce mi dokuczyć, odpowiadam zwykle coś bez sensu. Mówię coś, co jest nie związane z tym, co orzekła dana osoba. Dajmy na to wredna koleżanka mówi mi, że całkiem dobrze wyglądam w czerwonej sukience mimo, że przytyłam. Tymczasem ja odpowiadam, że po tym deszczu będzie na drodze sporo ślimaków 🙂 Odpowiedź zupełnie znikąd, niepowiązana z informacją ma wywołać u biernoagresywnej koleżanki dysonans poznawczy i spowodować, że będzie musiała świadomie zadecydować co do tego, czy rzeczywiście chce powtórzyć tego bełta, którego puściła.
Kocham nazywać rzeczy po imieniu. Bełt to bełt. Nieostrożność to nieostrożność. Kocham pytanie „po co mi to mówisz? Uważasz, że nie zauważyłam i czujesz potrzebę poinformowania mnie o tym? A może to jakaś inna niezaspokojona potrzeba?”. Czasem jednak stosuję wytrych, który daje mi fun. Nie zawsze jest czas i miejsce na coaching komunikacyjny. Czasem po prostu należy się bawić okolicznościami 🙂
Chcesz dowiedzieć się więcej na temat skutecznej i konstruktywnej komunikacji?